Kto ma siłę, ten rządzi – to jest ta zasada albo podłoże, na którym opiera się reżim Łukaszenki. Pytania o prawo i legitymizację w Białorusi w warunkach autorytaryzmu nigdy nie miały wielkiego znaczenia. Legitymizacja zawsze wiązała się tu ze zdolnością utrzymania władzy i zmuszenia większości społeczeństwa do posłuszeństwa.

Właśnie dlatego Łukaszenka w ciągu swoich rządów inwestował w struktury siłowe i biurokrację. W tym kryzysowym momencie ta inwestycja się sprawdza. W polityce Łukaszenki znalazły odzwierciedlenie słowa Machiavellego, który uprzedzał, iż władza księcia zależy nie od miłości ludu, która jest chwiejna i szybko mija, ale od strachu ludzi. Ten strach i milczenie, polityczna obojętność, były źródłami „społecznego poparcia” dla Łukaszenki.

W istocie rzeczy rządy Łukaszenki, jak i każda dyktatura, nie miały mandatu większościowego, czyli legitymizacji społecznej. Pierwszy i ostatni raz prawdziwe i demokratyczne wybory w Białorusi przeprowadzono w 1994 roku. W następnych latach referenda oraz wybory opierały się na fałszerstwach i represjach i nie były uznawane przez państwa Zachodnie.

Faktycznie Łukaszenka utrzymał się przy władzy poprzez przewrót antykonstytucyjny w 1996 roku i przy wsparciu Rosji. W latach 2006 i 2010 fałszerstwa wyborcze skutkowały protestami „rewolucyjnymi”, lecz ogólna obojętność większości, brak szybkiego przekazu informacji, pozwoliła władzy szybko je zdusić. „Zaprzysiężenie” Łukaszenki odbywało się w atmosferze terroru wobec opozycji i potępienia ze strony Zachodu, a także nieuznania go za prawowitego prezydenta.

Innymi słowy, od roku 1996 Łukaszenka był prezydentem nielegitymizowanym. W roku 2020 jego sytuacja prawna nie uległa zmianie, zmieniła się jedynie postawa społeczeństwa, które przestało w milczeniu akceptować jego rządy, fałszerstwa wyborcze i terror.

Jednak, chociaż część społeczeństwa Białorusi przestała być wobec niego lojalna, struktury siłowe i wyższa biurokracja oraz część elektoratu wciąż pozostaje wierna Łukaszence. Właśnie dla nich, a nie dla zbuntowanej społeczności, organizowano i przeprowadzono zaprzysiężenie. Niektórzy porównywali je z potajemną schadzką złodziei, którzy koronowali swojego wodza (воры в законе). Przywodzi to również skojarzenie z rytuałami tajnych zakonów wojskowo-duchownych, którzy starali się zachować swoją pozycję i władzę.

Analogia z „zakonami” w pewnym sensie może wytłumaczyć to, co się wydarzyło 23 września oraz metamorfozy polityczne w Białorusi. Faktycznie Łukaszenko może się opierać wyłącznie na wybranych i lojalnych osobach oraz na „rycerskich” strukturach wojskowych, które poprzez terror mają utrzymać społeczeństwo pod kontrolą. Łukaszenka również rozumie, że już nie będzie w stanie odzyskać lojalności obywateli, co pozbawia sensu organizację powszechnego rytuału. Z tego powodu publiczne zaprzysiężenie nie nadałoby mu legitymizacji ani popularności – wręcz odwrotnie. Wyglądało na logiczne, że zaprzysiężenie Łukaszenki na tle masowych protestów i zderzeń z milicją, miałoby w efekcie więcej minusów niż plusów.

W dalszej kolejności tajny rytuał w pewnym sensie miał skonsolidować zwolenników Łukaszenki, pokazać otoczeniu, że on wciąż jest ich zwierzchnikiem, oraz zapoczątkować politykę „ognia i miecza” w stosunku do społeczeństwa białoruskiego.

A taką politykę mogą prowadzić ludzie wierzący w to, że państwo (ziemia, przywileje, prawo do władzy) należy do nich, protestujący natomiast to  obcy, wrogi element, który podlega wyniszczeniu. Takie podejście całkowicie odrzuca jakiekolwiek zasady prawa i moralności, nie mogą one bowiem funkcjonować w warunkach wojny, w tej sytuacji zasada jest tylko jedna: „prawa ma ten, kto ma siłę i może ją zastosować”.

W takim przypadku „protest pokojowy” skazany jest na przegraną, gdyż odwołuje się do prawa i człowieczeństwa. Grupa, która utrzymuję władzę, już zdehumanizowała protestujących, jak europejscy chrześcijanie pogan i heretyków bądź Żydów, Cyganów, komunistów w Niemczech nazistowskich. W ich wyobraźni, ten tylko jest człowiekiem, kto siedzi w domu i popiera Łukaszenkę, i zmiana takiej postawy jest niemożliwa. Ten paradygmat umysłowy znalazł odzwierciedlenie, na przykład w słowach ihumenii (игуменьи) Gawriły na oficjalnym Forum Kobiet w Mińsku. Powiedziała ona o tym, że protestujący są opętani przez Szatana.

Represje, konsolidacja i zamknięcie się rządzących na świat oraz agresywna propaganda państwowa powoli zmuszą uczestników ruchu protestacyjnego do zmiany swoich własnych nastawień i do radykalizacji protestu. Nie ulega wątpliwości, że w najbliższym czasie skala przemocy w Białorusi wzrośnie.

 Paweł Usow/https://bialorus2020studium.pl